![]() |
Rysowane w Gimpie. Trochę sobie eksperymentowałam z kolorami i kontrastami :) |
Zawsze sobie obiecywałam, że nie będę oglądać tych bzdur
telewizyjnych o dobieraniu obcych sobie ludzi w pary. No, ale… Przez swoją
słabość do portali plotkarskich nie mogłam przeoczyć istnienia co barwniejszych
rolników, albo tych, co to im eksperci znajdują małżonków, bo wszyscy oni wyrastają
na jakąś nową kategorię celebrytów… Do tego leniwy wieczór na kanapie w
salonie, telewizyjny „gadacz” dotrzymujący towarzystwa przy kolacji… No i siłą
rzeczy, mniej więcej wiem, kto tam był kim. Ostatnio na przykład sporo się
mówiło o rolniku, który nie wybrał żadnej z kandydatek na żonę. No i się
zaczęło w komentarzach. Jedni bronili jego decyzji, bo nic na siłę, skoro żadna
mu się nie spodobała. Inni zaś cisnęli szyderę, że pewnie się spodziewał
dwudziestolatek o aparycji modelek, a sam nie najmłodszy, nie
najprzystojniejszy itd… Troskliwie
zauważano też, że powinien brać, co dają, inaczej już na zawsze zostanie sam… Skłoniło
mnie to do pewnych refleksji na temat tego, jak społeczeństwo postrzega
dobieranie się w pary. I przyznam, że internetowe dyskusje dostarczyły mi
sporej ilości materiału do analizy.