sobota, 10 sierpnia 2019

Radosna twórczość 2


Kochani! Dzisiejszy post jest poniekąd wyjątkowy. Wspominałam kiedyś, że udało mi się (w końcu) napisać powieść. Moim marzeniem jest, by trafiła do szerszego grona odbiorców, postanowiłam zatem zabrać się za poszukiwanie wydawcy. Zrobiłam małe rozeznanie i wiem już, że nie skorzystam z usług wydawnictw typu vanity press. Zanim jednak roześlę tekst do tradycyjnych wydawnictw, mam do Was, moi Drodzy Czytelnicy, wielką prośbę: poniżej prezentuję prolog i będę bardzo wdzięczna za szczere (nawet do bólu) opinie, czy po przeczytaniu tego wstępu bylibyście ciekawi dalszej części? 

Ilustrację powyżej narysowałam w Gimpie.


sobota, 3 sierpnia 2019

Jak? Po co? Dlaczego?




Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jesteśmy? Skąd się wzięliśmy? I co będzie, gdy nas nie będzie?  Jedni powiedzą: Bóg, drudzy: żaden Bóg, Wielki Wybuch, ewolucja itd... Jeszcze inni stwierdziliby, że to się wzajemnie nie wyklucza. 

niedziela, 21 lipca 2019

Kobieta Prawdziwa


I’m back! Nie było mnie tu jakiś czas, z kilku różnych powodów – jednym z nich był fakt, że postawiłam sobie za punkt honoru okraszać każdy wpis jakimś wytworem wizualnym własnego autorstwa. I trochę mi to zajęło tym razem. Tak więc… voila, stworzyłam obraz używając jedynie starych katalogów (a ściślej dwóch: Avonu i Flying Tiger, który posłużył za „podkład”). Bardzo starych, bo od jakiegoś czasu unikam katalogów, ulotek i tym podobnych. 




      Temat również nie jest nowy, bo chodził mi po głowie już od dawna, a mianowicie, jakiś czas temu pewien kandydat do Europarlamentu zadeklarował się jako przeciwnik feministek i obrońca „prawdziwych kobiet”. I właśnie ta „prawdziwość” to coś, co mnie intryguje, niekoniecznie w kontekście kampanii wyborczej tego pana. Czymże, do cholery jest ta „prawdziwość”? Kim jest owa prawdziwa kobieta?
    

czwartek, 25 kwietnia 2019

Święta, święta

Witajcie po dłuższej przerwie :) Święta święta i po świętach... A jak Wam minęły? Bo mnie zdecydowanie za szybko, za to twórczo. Tuż przed udało mi się w końcu zrealizować swoje postanowienie i wysłać kilka własnoręcznie stworzonych kartek. Uważam, że to całkiem przyjemny zwyczaj. Życzenia przez sms czy Messengera to nie to samo...

Korzystając z tych kilku wolnych dni, nabyłam także swoje pierwsze doświadczenia jako introligator-amator (bardzo amator...) - skończyłam niedawno swoją powieść - tę, o której wspominałam w poprzednich wpisach. Moja pierwsza recenzentka zażyczyła sobie wydruk, by oczu swych nie męczyć wślepianiem w ekran. Uznałam, że te 450 stron mojej ciężkiej pracy wymaga stosownej oprawy - więc je oprawiłam. Wyszło koślawo i trochę kiczowato, a kryształki zaczęły żyć własnym życiem (przykleiłam równo, naprawdę, później się rozjechały), ale jak na pierwszy raz, i tak jestem z siebie dumna :)

Mimo wszystko, myśląc o tych Świętach, czuję lekki niedosyt. Jakoś to wszystko... Za szybko, za krótko, za bardzo w biegu. Zawsze najbardziej lubiłam ten nastrój oczekiwania, a teraz trochę go zabrakło, mimo że odhaczyłam punkty na swojej przedświątecznej liście "do zrobienia". Za to objadłam się jak zwykle - na sałatkę jarzynową nie spojrzę chyba przez najbliższe pół roku ;)

sobota, 30 marca 2019

Radosna twórczość :)



  

   Powoli staram się wrócić do tradycyjnego rysowania, choć nie zamierzam zupełnie rozstawać się z tabletem. Planowałam co prawda odgrzebać pastele, ale ich nie znalazłam, za to przypomniałam sobie o Promarkerach i oto jest - kolejna ilustracja do mojej opowieści, a poniżej fragment, którego dotyczy. Jak sądzicie: czy udało mi się uzyskać spójny klimat? Wiem, że trochę zepsułam te cienie na dole, ale niestety miałam do dyspozycji tylko dwa odcienie szarego, dwa zielonego i jeden brązowy. Resztę dokombinowałam, mieszając je ze sobą. Generalnie, brakło mi palety i wyszło, jak wyszło, ale chyba nie jest najgorzej, jak na prawie pierwszy raz w tej technice :)







niedziela, 24 marca 2019

Wiosna





Wiosna… Pora roku, którą najlepiej cieszyć się w otoczeniu Natury; wśród szkła i betonu nie jest tak spektakularna, choć w mieście także czuć jej radosny powiew… O ile łatwiej wstaje się rano, gdy w okna zagląda słońce! I świadomość, że gdy będę wracać do domu, ono będzie świecić dalej – bezcenna.  Gdy tylko mogę, uciekam na wieś. Najchętniej wyprowadziłabym się na dobre na jakieś wygwizdowie do domu z ogrodem… Albo do jakiejś hobbickiej wioski… Lubię takie klimaty. Miasto też ma swoje uroki, ale na dłuższą metę mnie męczy… Ludzie, ludzie, wszędzie ludzie, wszędzie tłok, wszędzie hałas, szum i spaliny… W każdym razie, korzystam właśnie z uroków wsi; spaceruję z psami, wdycham świeże powietrze, podziwiam zielone pędy wyłaniające się nieśmiało z ziemi, drzewa, na których pojawiają się młode liście, złote promienie słońca umilające popołudnia... Potrafię cieszyć się z małych rzeczy, więc te drobiazgi to dość, bym poczuła się szczęśliwsza.

niedziela, 17 marca 2019

Od ogółu do szczegółu


Przeglądałam ostatnio sporo kreatywnych blogów i przyznam, że gdy czytam, że ktoś machnął sobie obraz na płótnie w jedno popołudnie, ogarnia mnie lekkie zazdro... Nie wiem, czy to kwestia wrodzonego talentu, czy większej pracy nad warsztatem tych osób, ale u mnie rysunki i obrazy, które sobie zaplanuję, zwykle rodzą się w bólach. Zdarza się, że najdzie mnie chęć i narysuję coś na szybko od niechcenia i jestem z tego bardziej zadowolona, ale to już inna para kaloszy. W każdym razie, większość moich dziełek na początku wygląda mniej więcej tak jak powyżej i potrzebuje czasu, żeby nabrać kształtu...
Męczyłam się nad tym przez pół soboty (no dobra, z przerwami na kawkę, herbatkę i oglądanie śmiesznych kotów na Youtube) i jak na razie, prezentuje się następująco: