środa, 16 lutego 2022

Stwory 3D odc. 2

 Chwilą, której nie mogłam się doczekać od pierwszego zetknięcia z grafiką 3D była ta, w której będę mogła podziwiać swoje dzieło w ruchu - chciałam stworzyć animowaną postać. 

Jednocześnie było to moje pierwsze doświadczenie z rzeźbieniem tak skomplikowanych kształtów w Blenderze. 

Początkowo szło niemrawo, muszę przyznać, nieprędko rzeźba zaczęła przypominać pożądaną formę:





sobota, 5 lutego 2022

Nie tylko cena się liczy

 


    Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy drobne biznesy były stałym elementem krajobrazu miast i miasteczek? Zakłady szewskie, krawieckie, księgarnie, pasmanterie, małe warzywniaki, sklepiki spożywcze... Może nie były tak profesjonalnie zorganizowane, udekorowane i zaopatrzone jak sieciówki, może nie mogły sobie pozwolić na tak duże promocje, ale miały jeden niezaprzeczalny atut - indywidualność - każda taka firma to inna historia, często bardzo osobista, ważna część życia właścicieli. 

środa, 5 stycznia 2022

Wszystkie moje filiżanki


Patrzcie Państwo, to już 2022... A jeszcze się dobrze nie zdążyłam przyzwyczaić, że jest 2021, a nie 2020... Pewnie później będzie jeszcze gorzej (niektórzy ludzie starsi ode mnie twierdzą, że z wiekiem czas coraz bardziej przyśpiesza... i raczej mnie to nie pociesza). Jeszcze trochę i sylwester w tv będę traktować jako przegląd inspiracji w dziedzinie medycyny estetycznej i najnowszych osiągnięć przemysłu anti-aging. 

    No, ale teraz o pozytywach. Przez cały ostatni rok kontynuowałam samodzielną naukę Blendera i choć często jestem niezadowolona ze swoich prac, lub nie do końca zadowolona, inaczej wyobrażam sobie efekt końcowy i frustruję się ilością czasu, którą muszę poświęcić, by choć zbliżyć się do pożądanego celu, patrząc wstecz mimo wszystko widzę pewien progres. 

wtorek, 2 listopada 2021

Oswoić nieznane

 


Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest nie żyć? Umrzeć? Jak to będzie, kiedy nas już tu nie będzie? Cóż, być może zupełnie tak, jak nas nie było, zanim się urodziliśmy, ale patrzy się na to trochę inaczej, kiedy już miało się szansę urodzić: odkąd istniejemy, życie jest wszystkim co znamy. Umieranie zaś, to jedna wielka niewiadoma. Do czasu: każdy z nas kiedyś pozna tę wielką tajemnicę, jedni wcześniej, inni później, ale nikogo to nie ominie: tak jak po niedzieli nieubłaganie przychodzi poniedziałek, tak dla każdego kiedyś przyjdzie TEN dzień.

wtorek, 24 sierpnia 2021

Moje pierwsze stwory

Już kiedy zasiadałam do pierwszych tutoriali z grafiki 3D, nie mogłam się doczekać, kiedy stworzę coś "żywego", coś, co się porusza. Padło na rybę - pomyślałam, że to mniej skomplikowane niż jakiś czworonóg czy istota człekokształtna. Tak powstał ten oto rekin z Marsa (animacja na końcu posta).

Patrząc na niego z perspektywy czasu. jest to jeden wielki bałagan, choć sam pomysł nie był chyba najgorszy. 

środa, 9 czerwca 2021

Flow...




    Blender posiada niesamowitą moc przenoszenia wytworów wyobraźni na ekran komputera (i powtórzę to po raz kolejny, jest darmowy 😏). Początkowo jednak mnogość różnych funkcji, narzędzi, ustawień etc. może przytłaczać. Sporo czasu zajęło mi opanowanie podstaw modelowania, zapamiętania przydatnych skrótów i naprawiania tego, co niechcący popsułam, zanim moje "meshe" (siatki, bryły) zaczęły choć kształtem przypominać to, czym miały być. Kiedy ten moment w końcu nastąpił, zapragnęłam dodać do moich prac odrobinę "specjalnych" efektów. 

    Płyny, ogień, dym... Wszystkie te żywioły można okiełznać za pomocą Mantaflow. Jedyny mankament tego narzędzia to fakt, że na efekty trzeba zwykle trochę poczekać, bo jego praca pochłania sporo zasobów komputera. 

środa, 26 maja 2021




Hej, witajcie po dłuższej przerwie 😊

    Muszę przyznać, że troszkę zaniedbałam blogowanie, bo pojawiło się sporo innych rzeczy, które zaprzątały moją uwagę. Od jakiegoś czasu znacznie częściej bywam na Instagramie (jeśli nie mieliście jeszcze okazji zajrzeć, to zapraszam). Jedną z tych rzeczy jest grafika 3D. Wspominałam o niej we wcześniejszym wpisie, ale obecnie pochłonęła mnie już prawie bez reszty.

środa, 30 września 2020

Jesieniara: starter pack






Uwielbiam jesień. Uwielbiam jej przytulny chłód i ciepłe kolory. Rześkie poranki i szarobure popołudnia doprawione aromatyczną herbatą. Osnute mgłą wieczorne spacery, wirujące liście i przenikliwy wiatr, który sprawia, że powrót do domu staje się znacznie przyjemniejszy. Internet opanowują dynie, swetry i liście, a sklepowe półki uginają się od przyborów szkolnych - dla tych, którzy zaczynają kolejny rok nauki.

niedziela, 20 września 2020

Niedzielnie przy kawie




Sporo rzeczy ostatnio zaprzątało moją uwagę, ale nie o każdej mam dość do powiedzenia, by pisać oddzielny post, więc stwierdziłam, że stworzę jeden zbiorczy pogaduszkowy :)

wtorek, 1 września 2020

Artystycznie: markery z Action


 Ilekroć mijam w sklepach dział z przyborami do rękodzieła, rysowania, malowania, moja silna wola zostaje wystawiona na próbę. I często ulegam pokusie -  pisaki, kolorowe papiery, jakieś wyklejanki, artystyczne gadżety... Nieważne, wszystko mi się przyda... Bardzo lubię tworzyć, gorzej że trudno mi znaleźć czas na wszystkie swoje pomysły (a za chwilę trudno będzie mi znaleźć na nie miejsce). 

Przed pandemią, kiedy częściej bywałam w centrum miasta, szczególne problemy sprawiał mi Action, bo tam dział z "kraftowymi" rzeczami jest tuż przy wejściu. No i kiedyś skusiłam się na tamtejsze markery. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Wiek to tylko liczba - refleksja urodzinowa

Właściwszy w tym miejscu byłby pewnie obraz tortu, ale do tego poziomu jeszcze nie doszłam, więc wrzucam moją grafikę pączka stworzonego w Blenderze, którego niedawno zaczęłam się uczyć ;)


Niedawno obchodziłam urodziny i przy tej okazji miałam małą refleksję w temacie wieku, którą postanowiłam się z Wami podzielić.

niedziela, 24 maja 2020

Po przerwie. Blaski i cienie Home Office




         Witajcie po przerwie. Aż trudno uwierzyć, że nie było mnie tu aż trzy miesiące, ale był to na tyle intensywny czas, że przeleciał jak z bicza strzelił.

niedziela, 23 lutego 2020

Niedzielne pogaduszki przy kawie 1








Dziś nieco luźniejszy post, na różne popularne tematy, do poczytania przy kawie. Miał być niedzielny, ale z racji tego, że byłam zajęta wypoczywaniem, dzień szybko zleciał i jest prawie poniedziałek... Następnym razem postaram się o jakąś stosowniejszą porę:)


Ostatnimi czasy zewsząd atakowały mnie newsy na temat oscarowej imprezy Kingi Rusin, i choć niespecjalnie mi na tym zależało, i tak w końcu dowiedziałam się, z kim pani Kinga rozmawiała i o czym, że Adelle schudła, a na wejściu rozdawali kapcie. Cóż… Prawdę mówiąc, uważam, że robienie relacji z prywatnej imprezy gwiazd, które rzadko cierpią na nadmiar prywatności, nie jest najlepszym pomysłem. Będąc dziennikarką z wieloletnim doświadczeniem i zapewne dość obytą w świecie, mogła wykazać się większym taktem. Tak czy inaczej, było trochę szumu, ale krzywda się nikomu nie stała. O ile przy czytaniu tych rewelacji towarzyszyło mi lekkie uczucie zażenowania, o tyle po obejrzeniu materiału w Wiadomościach TVP na temat wspomnianej dziennikarki, brakło mi skali w żenułametrze… Facet czytający relację piskliwym głosikiem, jakby przedrzeźniał kobietę… Ten moment, kiedy nie wiesz, czy oglądasz program informacyjny, czy kiepską parodię.. Powiedziałabym, że w XXIw. nie istnieją już chyba ludzie, których to bawi, ale obawiam się, że gdybym pogrzebała głębiej, odkryłabym zakątki Internetu skłonne podjąć polemikę z tą tezą… Mój ulubiony momencik? „Na szczęście Rusin skompromitowała głównie siebie, a nie Polskę, bo zagraniczne media określają ją jako rosyjską prezenterkę telewizyjną. Złośliwi ferują, że to przez jej zachowanie”… Serio? Tak sobie myślę, że medium, na które łożymy wszyscy ze swoich podatków, powinno przynajmniej stwarzać pozory obiektywizmu i bezstronności… Poziom tego materiału to nawet nie było dno – to był odwiert w Rowie Mariańskim.

Odnoszę wrażenie, że insiderska relacja z imprezy u Beyonce w niektórych kręgach przerosła popularnością Oscary, a nie zapominajmy, że zaczęło się od imprezy filmowej – widzieliście już któryś z nagrodzonych lub nominowanych filmów? Ja przymierzam się do „Parasite”, choć jeśli będę miała okazję, z chęcią zobaczę także „Małe kobietki”, „Jokera” i „Judy”. 

A skoro już jesteśmy w temacie filmowym – niedawno swoje premiery miały filmy, które na Oscara co prawda raczej szans nie mają, ale za to były dość szeroko komentowane w internetach: „Zenek” i „365 dni”. Przyznam się, że widząc plakat pierwszego, przywodzący na myśl „Bohemian rapsody”, sądziłam, że to żart, a jednak… Po boomie na disco polo w latach 90-tych, ten gatunek muzyki odszedł na jakiś czas w zapomnienie jako „obciachowy”, ale ostatnio chyba znów przeżywa renesans. Zawsze mnie irytowało, kiedy słyszałam: „niby taki obciach, nikt nie słucha, a wszyscy znają i się przy tym bawią”. Trochę ciężko z tym dyskutować – jeśli idziecie na wesele, na którym grają tylko disco-polo, a nie lubicie takiej muzyki, co robicie? Strzelacie focha, że muzyka nie taka i nie będziecie się przy tym bawić? No chyba nie… Wielu ludzi gardzi tego rodzaju rozrywką, uznając ją za kiczowatą i prymitywną, niemniej uważam, że disco-polo to dość ciekawe zjawisko popkulturowe i da się zrobić o nim dobry film. Na „Zenka” się jednak nie wybieram.

Na „365 dni” również. Wystarczająco zniechęciło mnie słuchanie butnego ględolenia, jakoby to dzieło miało stanowić jakąś rewolucję seksualną... Jeśli ktoś z Was wie, na czym ta rewolucja miałaby polegać, to oświećcie mnie proszę, bo próbowałam przeczytać książkę i nie znalazłam w niej nic odkrywczego ani rewolucyjnego. 

Na koniec pozwolę sobie raz jeszcze nawiązać zarówno do Oscarów, jak i mojego poprzedniego tekstu – być może słyszeliście o aferze z Siedlec, związanej ze zbieraniem pieniędzy na leczenie nieistniejącego nowotworu? Jeśli nie, to możecie zapoznać się z tematem tu.

Widziałam filmiki z apelami o pomoc i muszę przyznać, że niezła aktorka z tej „przedsiębiorczej” kobiety. Gdyby tylko spożytkowała swój talent w nieco bardziej szlachetny sposób, może miałaby szansę na Oscara, a tak… Wstyd i niesmak. Nie tylko oszukała wielu ludzi, ale także zaszkodziła tym realnie potrzebującym pomocy. Los bywa przewrotny, a karma lubi wracać, kiedyś może naprawdę zachorować – ciekawe, kto wtedy będzie chciał jej pomóc?

niedziela, 2 lutego 2020

Kobieta bez serca


Okolice dworca, dzień jak co dzień. Grupka ludzi czeka na autobus. Nagle pojawia się jegomość, tak jakby mu się śpieszy, zaraz mu pewnie pociąg ucieknie. Podchodzi do każdego po kolei i wyrzuca z siebie słowa wytrenowanym zbolałym głosem numer trzy: wspomoże pani człowieka biednego łolaboga ni mam piniendzy, świat mi się wali a muszę dojechać na baaaardzo ważne coś gdzieś tam/do domu/ na pogrzeb babci/ślub kuzyna/do wojska do jednostki/dowolną ważną ważność mającą sprawić, że nie sposób odmówić. 

niedziela, 12 stycznia 2020

Nowy rok, nowa ja




Początek nowego roku oznacza gwałtowny wzrost frekwencji w większości klubów fitness. Nowy rok – nowa ja. Brzmi znajomo? Chadzam na siłownię już od dłuższego czasu i muszę wam się przyznać, że nie znoszę stycznia – właśnie przez ten tłok, brak wolnych maszyn, ciasnotę w przebieralni.

sobota, 28 grudnia 2019

Boże Narodzenie - subiektywny przegląd




Święta Bożego Narodzenia z towarzyszącymi im zwyczajami i symboliką na dobre zadomowiły się we współczesnej kulturze masowej. Atrakcyjne marketingowo i odwołujące się do uniwersalnych wartości takich jak życzliwość, ciepło rodzinnego domu, czy spędzanie czasu z bliskimi, są często obchodzone także przez ludzi niewierzących, choć w nieco innym wymiarze.

Choinka, barszcz z uszkami, kutia, św Mikołaj, sałatka jarzynowa, kiczowate filmy, „Last Christmas”, renifery, obciachowe sweterki… Skojarzeń może być wiele. Jeszcze niedawno pewnie wśród nich wymieniłabym karpia pływającego w wannie, ten zwyczaj jednak na szczęście odchodzi już do lamusa. U nas w tym roku zamiast karpia były pstrągi i łosoś – karp nigdy nie cieszył się szczególną popularnością, toteż stwierdziliśmy, że nie będziemy przygotowywać potraw na siłę, „bo tradycja”. Barszcz z uszkami natomiast to absolutna podstawa – zawsze zaczynamy nim Wigilię.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Warto rozważyć



Wzór z kolorowanki, pokolorowany markerami z Action (kupionymi "na próbę")



To miał być post na listopad, bo jesienią często pojawiają się akcje społeczne zachęcające do profilaktyki chorób nowotworowych, ale ja jak zwykle spóźniona… I zamiast pisać o Świętach, będę Was chorobami straszyć. Ale nie ma tego złego, na dbanie o zdrowie zawsze jest dobry czas, a o Świętach jeszcze pewnie napiszę ;)

Wiele osób nie pali się do badań profilaktycznych, pomimo iż nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że wczesne wykrycie choroby daje większe szanse na jej wyleczenie. Postanowiłam zatem przyjrzeć się ulubionym wymówkom powstrzymującym wielu z nas od badania się i dbania o zdrowie.


wtorek, 5 listopada 2019

Jesień i DIY na Święto Zmarłych



Jesień

Był czas, kiedy nie lubiłam jesieni. Kojarzyła mi się z końcem wakacji i przemijaniem. Ale później mi się odmieniło, zaczęłam dostrzegać urok jej ciepłych barw, rześkiego powietrza i wirujących złotych liści... W tym roku jest zresztą wyjątkowo piękna. Przypomina mi czasy, kiedy kompletowałam wyprawkę i ruszałam do szkoły z plecakiem pełnym pachnących nowością książek, starannie wyselekcjonowanych zeszytów i uporządkowanym piórnikiem. Przyznam, że trochę mi tego brakuje - najchętniej wróciłabym do szkoły albo na uczelnię. Cóż, pewne etapy życia docenia się dopiero, kiedy przeminą. Teraz jesień jest dla mnie bardzo kreatywną i inspirującą porą roku. Odnajduję pozytywy nawet w tych zimnych, szaroburych dniach, okraszonych siąpiącym deszczem - siedzenie pod puszystym kocykiem z kubkiem czekolady/herbaty, w wygodnym fotelu, skąpanym w ciepłym świetle lampy nigdy nie jest przyjemniejsze niż wtedy, gdy na zewnątrz hula wiatr z deszczem - rozkoszuję się wówczas myślą, że jestem po tej stronie okna, a nie po tamtej :)

niedziela, 27 października 2019

Szukając księcia



Rysowane w Gimpie. Trochę sobie eksperymentowałam z kolorami i kontrastami :)



Zawsze sobie obiecywałam, że nie będę oglądać tych bzdur telewizyjnych o dobieraniu obcych sobie ludzi w pary. No, ale… Przez swoją słabość do portali plotkarskich nie mogłam przeoczyć istnienia co barwniejszych rolników, albo tych, co to im eksperci znajdują małżonków, bo wszyscy oni wyrastają na jakąś nową kategorię celebrytów… Do tego leniwy wieczór na kanapie w salonie, telewizyjny „gadacz” dotrzymujący towarzystwa przy kolacji… No i siłą rzeczy, mniej więcej wiem, kto tam był kim. Ostatnio na przykład sporo się mówiło o rolniku, który nie wybrał żadnej z kandydatek na żonę. No i się zaczęło w komentarzach. Jedni bronili jego decyzji, bo nic na siłę, skoro żadna mu się nie spodobała. Inni zaś cisnęli szyderę, że pewnie się spodziewał dwudziestolatek o aparycji modelek, a sam nie najmłodszy, nie najprzystojniejszy itd…  Troskliwie zauważano też, że powinien brać, co dają, inaczej już na zawsze zostanie sam… Skłoniło mnie to do pewnych refleksji na temat tego, jak społeczeństwo postrzega dobieranie się w pary. I przyznam, że internetowe dyskusje dostarczyły mi sporej ilości materiału do analizy.

sobota, 12 października 2019

Co nowego? Po urlopie

Skończył mi się urlop. Wakacyjne plany nie wypaliły, nad czym ubolewam, ale postarałam się nie zmarnować czasu.